Tłumacz-Translate

niedziela, 5 października 2014

Część XXII

-Ale niby dokąd mamy iść? Mike! Powiedź, proszę!

-Kotku... zobaczysz. To taka niespodzianka. Zaufaj mi, nie martw się.

Zaśmiał się i wskazał mi garderobę, do której miałam wejść i się przebrać.

Weszłam do niej, usiadłam na małym krzesełku i zaczęłam rozmyślać. 

Po jakimś czasie zdecydowałam się coś poszukać, bo w końcu mój królewicz nie będzie czekał za długo, aż się ubiorę.

Nie minęło z 10 minut, a w końcu miałam to czego szukałam. 
Czerwoną spódniczkę i białą, przewiewną bluzkę. 
Kiedy miałam przyszykowane ubrania, wzięłam jeszcze szybki prysznic 
i po 15 minutach zaczęłam szykować sobie fryzurę. Delikatny kok z kosmykiem włosów po boku. Lekki makijaż i byłam gotowa.

Mój królewicz stał w przedpokoju i poprawiał swój czarny, nowy kapelusz.

Ubrał jeszcze na siebie biały płaszcz i spojrzał na mnie.

-Gotowa, madame?

-Tak. Gotowa.

Wzięłam jeszcze małą torebkę i wyszłam, żegnając się jeszcze z Randy'm, który machał nam na pożegnanie.

Mike i ja weszliśmy do auta i odjechaliśmy w nieznane, przeze mnie miejsce.

Było to małe miasteczko, gdzie o tej godzinie dopiero zaczęło tętnić życie. 
Ludzie wychodzili z domów i bawili się, tańczyli.

Zaparkowaliśmy nie daleko małego jeziora, przy którym małe dzieci bawiły się i próbowały łapać latające świetliki.

Rozejrzałam się dookoła i spojrzałam na Michaela.

-To tutaj chciałeś mnie zabrać?

-W pewnym sensie. To dopiero początek. Chodź, pokażę ci coś.

Chwycił mnie za dłoń i oboje poszliśmy w stronę małej górki. Niebo było całe w gwiazdach, a księżyc święcił bardzo mocno. Lekki powiew wiatru i szum drzew.

Kiedy byliśmy na małej górce, zauważyłam że pod drzewem był rozłożony  koc oraz koszyk z jedzeniem. Jednym słowem mówiąc nocny piknik.

-Podoba Ci się? - zapytał niepewnie.

-Tak! Bardzo! To ta niespodzianka?

-Jeszcze nie do końca... poczekaj. 

-No dobrze. Jak sobie życzysz.

Zaśmiałam się i usiadłam wygodnie na kocu, a Mike obok mnie. Z górki było widać całe jezioro i początek miasteczka, w którym wszyscy się bawili. Byłam strasznie ciekawa co mnie czeka.

Mike wyciągnął z koszyka małą latarenkę i jedzenie. Zapalił latarenkę, a jedzenie rozłożył i wpatrywał się we mnie.

-Jesteś taka piękna. Tylko czegoś mi tu brakuje, wiesz? -mówiąc to, zerwał mały kwiat, rosnący na drzewie. Wpiął mi kwiat we włosy i cmoknął ostrożnie w policzek, rumieniąc się lekko.

-Dziękuję Michael...- odrzekłam po chwili.

Kilka chwil później, jedliśmy małymi kąskami przygotowane małe babeczki z owocami.
Wygłupialiśmy się przy tym jak małe dzieci. 

Kiedy Mike dokańczał swoją babeczkę, ja wstałam i odeszłam kilka kroków dalej, by się skupić . 

Kiedy byłam małą dziewczynką, wierzyłam że jeśli stanie się na małej górce, zamknie się oczy 
i pomyśli sobie jakieś marzenie do gwiazd, to może się to spełnić.

Przymknęłam lekko oczy i zaczęłam myśleć. 

I tak moje marzenie się w dużej mierze spełniło, ale chciałam jeszcze, by to długo trwało. 
Byśmy byli wszyscy szczęśliwi jak najdłużej.

Po kilkunastu minutach, poczułam jak ktoś mnie obejmuje.
Czarne, długie loki Michaela zaczęły mnie delikatnie łaskotać w szyję, a on zaczął mi szeptać do uszka.

-Coś się stało? -zapytał, wpatrując się razem ze mną w gwiazdy.

-Nie. Nic się nie stało. -odpowiedziałam, odwracając się w jego stronę.
On uśmiechnął się lekko. Zdjął swój kapelusz i położył na trawie, biorąc głęboki wdech.

-Diana... ja... ja... chciałem się zapytać czy...-zaczął się delikatnie jąkać i ściszył głos, jakby był nieśmiały.

Lekko się ode mnie odsunął i uklęknął na jedno kolano. 
Z kieszeni spodni, wyciągnął małe pudełeczko i je otworzył. 
Moim oczom ukazał się pierścionek zaręczynowy ze złotym sercem.

Zasłoniłam twarz z zachwytu a z moich oczu popłynęły łzy wzruszenia.

Michael spojrzał na mnie i trochę głośniej zadał mi te pytanie.

-Diana, czy wyjdziesz za mnie. Czy zostaniesz moją żoną? 

Uśmiechnęłam się i pokiwałam głową że tak, odpowiadając mu przy tym na pytanie.

-O Boże... Tak!! Tak, wyjdę za Ciebie Michael.

Uśmiechnął się szeroko, nałożył mi pierścionek na palec serdeczny i wstał.

Przytuliłam go mocno i pocałowałam w usta, ciesząc się bardzo mocno. 

-Kocham Cię Diano, bardzo.

-Ja Ciebie także. 

Wziął mnie na ręce i okręcił się ze mną z kilka chwil. 
Wpatrywaliśmy się w swoje oczy a po chwili znów zatraciliśmy się w gorącym pocałunku. 

-Diana, odkąd Cię poznałem, wiedziałem że między nami będzie wspólna więź. Byłem nieśmiały by zagadać a teraz...

-A teraz jesteś odważny i pewny swoich uczuć. Kocham Cię takiego, jakim jesteś. 

Słysząc moje słowa, Mike uśmiechnął się szeroko i przytulił mnie, cicho wzdychając.

Wreszcie mój sen się spełnił.

Po kilkunastu minutach poczułam chłód i odruchowo zadrżałam z zimna, a Michael to zauważył.

-Może już wracajmy do domu, bo trzęsiesz się z zimna- zaproponował, zdejmując swój płaszcz i przykrywając mnie swoim płaszczem.

Oboje spakowaliśmy koc i latarenkę. Zeszliśmy z górki i kierowaliśmy się w stronę naszego samochodu. Wsiedliśmy i odjechaliśmy do naszego domu. Na nie szczęście w połowie drogi zaczął padać deszcz. 

Kiedy zaparkowaliśmy, w pośpiechu udaliśmy się do domu, śmiejąc się oboje, że z tak ładnej pogody, zrobiła się straszna ulewa.

Randy siedział w kuchni i czekał na nas. Kiedy nas zauważył wstał i z uśmiechem oznajmił, że Ryan był bardzo grzeczny i śpi jak suseł. 

Michael chciał by Randy u nas przenocował, ale ten zaś nie zgodził się, uważając, że teraz powinniśmy spędzić ten czas razem. Wyszedł z domu i pojechał do siebie.

Zegar wskazywał 23:30, a ja nadal nie czułam zmęczenia.

Wzięłam ręcznik oraz przewiewną, delikatną koszulę nocną i udałam się do łazienki, by wziąć prysznic.

Po 15 minutach wyszłam i zauważyłam Michaela już leżącego w łóżku. Spojrzał na mnie i otworzył z zachwytu usta. Często spałam w spodniach od piżamy i bluzce, niż w koszuli nocnej.

-Coś się stało? Ducha zobaczyłeś?-zażartowałam.

Wstał z łóżka i podszedł do mnie, obejmując mnie w pasie. 

-Widzę, że ty także zrobiłaś mi niespodziankę.

-Wiesz, nie chcę być chłopczycą. Szczególnie jeśli dzisiaj zdążyło się coś cudownego, mój drogi.

-No, ależ oczywiście. -zaśmiał się i poprawił moje opadające mokre włosy. Chciał mnie pocałować, 
ale ja przyłożyłam mu palec do ust.

-Na czułości później. Coś mi się wydaje, że pan Michael nie wziął wieczornego prysznica.

-A muszę?

-No nie musisz, ale twoje włosy aż proszą o mycie, spójrz w lustro-zażartowałam, wiedząc że Mike bardzo dba o swoje włosy i zrobi wszystko, aby były lśniące.

-Skoro tak. To pójdę się umyć i zaraz wracam.

Wziął ręcznik i udał się do łazienki. Ja w tym czasie położyłam się do łóżka i czekałam na swojego królewicza. Za oknem padało dość mocno, a po chwili usłyszałam grzmoty.

Kiedy Michael wrócił, ja już spałam. Widząc mnie uśmiechnął się delikatnie i wszedł do łóżka.

Przykrył bardziej kołdrą i zostawił słodki ślad na moich ustach w postaci pocałunku.

Przytulił się i zasnął razem ze mną.

Następnego dnia, miałam się dowiedzieć o nowej, dużej niespodziance...

środa, 10 września 2014

Część XXI

Witam Was, po jakże długiej przerwie :D 
Nastąpiły duże zmiany. 
Mianowicie, będę pisała na dwie perspektywy- Michaela i Diany.
Mam nadzieję że się Wam to spodoba, jeśli jednak nie, to proszę abyście napisali mi to w komentarzu, pod tym postem. 
Rady i uwagi są także mile widziane ;)
Miłej lektury :*
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

KILKA TYGODNI PÓŹNIEJ:

Diana:

W piękne, piątkowe południe, Mike ciągle był tajemniczy.
Często wpatrywał się we mnie co robię i jak czasem szłam do sypialni po coś, to biegł jak szalony
i stawał w drzwiach. Jak na komendę, a zapewniam że go nie wołałam.
W pewnej chwili nie wytrzymałam i aż krzyknęłam.

-Czy Ty łaskawie możesz mi powiedzieć, o co Ci chodzi? Denerwujesz mnie jak się tak zachowujesz.

Michael odskoczył wystraszony i spojrzał na mnie wielkimi oczami.

-Ale... o nic mi nie chodzi. To wszystko - na jego twarzy pojawił się udawany uśmiech.
Kłamał i było to widać.

-Tak, a mi po oku jedzie czołg... nie wciskaj mi tu kitu, tylko powiedź o co chodzi.

Milczał przez kilka chwil, aż znienacka wstał i powiedział że musi szybko gdzieś iść.
Wpadł jeszcze do sypialni a później wybiegł tak szybko, że nawet nie zdążyłam  zapytać gdzie idzie.

-No tak, pewnie coś przede  mną ukrywa. I tak się dowiem.
Mike prędzej czy później mi o tym powie.- pomyślałam i poszłam do pokoju Ryana.

Mój mały książę leżał w łóżeczku i bawił się małym, pluszowym lwem.
Kiedy mnie zobaczył, zaśmiał się wesoło.

-A Ciebie co tak maluszku śmieszy, co? -zaśmiałam się i wzięłam go na ręce.

Chodząc sobie z Ryanem po mieszkaniu i śmiejąc się razem z nim, po jakimś czasie wyszłam
na świeże powietrze do ogródka. Ochroniarze Michaela także byli dziś jacyś dziwni.
Uśmiechali się od ucha do ucha i zagadywali, co wcześniej tak nie robili.

-Witaj Diano. Jak się dziś czujesz?- zagadał Bob, uśmiechając się i spoglądając na Ryana.

-Cześć, dobrze. A coś się dzisiaj dzieje, bo Mike jest jakiś tajemniczy. Może wiecie?-zapytałam ich.

Spojrzeli na siebie i przecząco pokręcili głowami, śmiejąc się pod nosem.

-My nic nie wiemy- odparli chórem.

-Na pewno?- nie dawałam łatwo za wygraną.

-Nic a nic.

-Cóż, skoro tak... szkoda, martwię się o niego.- westchnęłam- Miłej pracy -uśmiechnęłam się lekko
i poszłam na huśtawkę, by się trochę 'pobujać'

Usiadłam na huśtawce i zaczęłam rozmyślać, przy czym lekko kołysząc Ryana.
Zauważyłam że ochroniarze gapią się na mnie i śmieją cicho. Nie wiedziałam o co chodzi.
To dziwne...

Michael:

-Boże, oby się Ona nie dowiedziała o czym planuję... Ten dzień musi być najlepszy. MUSI! -myślałem gorączkowo, co chwilę to rozglądając się za sklepami- Jak coś zawalę, ja albo ochroniarze to klapa...
Od rana biegam po mieście w przebraniu i łapię pomysły. Nic mi nie przychodzi do głowy. NIC!

W końcu odważyłem się zadzwonić do swojej ukochanej przyjaciółki, Elizabeth Taylor.
Może Ona mi pomoże?

-Halo?

-Cześć Liz, tu Michael.

-Och, Michael! Jak się cieszę że Cię słyszę. Co tam u Ciebie?

-Dobrze. Liz, mam pytanie. Jesteś teraz w domu?

-Tak jestem, a coś się stało?

-Przyjadę do Ciebie. Jesteś moją ostatnią deską ratunku. Za 5 minut będę u Ciebie.

Rozłączyłem się i zacząłem szukać jakieś wolnej taksówki.
Nie miałem czasu na to by pójść po ochroniarzy.
Tak poza tym, dzisiaj przebranie wyszło mi bardzo dobrze i może nikt by mnie nie zdemaskował.

W końcu znalazłem taksówkę i poprosiłem ładnie by taksówkarz zawiózł mnie w okolicę domu Liz. Kiedy to uczynił, odetchnąłem z ulgą.

Czasu jest coraz mniej...

Diana:

Mijał czas... Mike w ogóle się nie odezwał. Martwiłam się coraz bardziej o niego.
Nie wiedziałam co się dzieje.
Siedziałam bezczynnie w domu i tylko wpatrywałam się w okno, z oczekiwaniem że może już się zjawi.

Nagle... usłyszałam dzwonek do drzwi. Pobiegłam otworzyć i zauważyłam... Randy'iego.

-Cześć Diana, mogę wejść? Jest Mike?

-Cześć. Michaela nie ma już od kilku godzin. Jasne że możesz wejść.

Wpuściłam go do domu. Uśmiechnęłam się niepewnie.

-Ty nic dzisiaj o niczym nie wiesz? Prawda?-zapytał z ciekawością w głosie.

-O czym mam wiedzieć? Proszę, powiedź! Wszyscy są jacyś tacy dziwni.
Nie wiem co się dzieje... powiedź mi chociaż Ty.

Zauważyłam na twarzy Randy'iego wielkie zakłopotanie. Nie wiedział co odpowiedzieć.

-Emm... ja tego... no... nie mogę Ci powiedzieć. To tajemnica.- w końcu coś wydusił.

-Ale jaka tajemnica? Michael gdzieś wyjeżdża? O co chodzi?
Czemu wszyscy wiedzą, a ja nie, mimo iż jestem ważna w jego życiu... podobno.

Randy spojrzał na mnie i natychmiast odparł.

-Jesteś i to bardzo. Ty i Ryan. Tylko... Bo wiesz... Emm...  to tajemnica i nic nie mogę Ci zdradzić.

Westchnęłam ciężko. Skoro to takie bardzo tajemnicze, nie chcę się mieszać...
Tylko dlaczego ja nie mogę wiedzieć?

Michael:

Wreszcie dojechałem do Liz. Zadzwoniłem do niej i czekałem aż otworzy.
Wyszła i kiedy mnie ujrzała, krzyknęła radośnie.

-Michael! Wchodź, wchodź!

Wszedłem i przytuliłem swoją serdeczną przyjaciółkę.
Ona obdarowała mnie soczystym buziakiem w policzek, jak miała zawsze w zwyczaju.

-Opowiadaj co się dzieje? Podobno masz dziewczynę i dziecko. Czemu nic nie mówiłeś?

-Ehm... owszem mam dziewczynę. I właśnie chcę byś mi pomogła.
Co do dziecka, to poznasz wkrótce Ryana.

-No dobrze, chodź do ogrodu. Pogadamy i wysłucham twoich próśb- zaśmiała się i razem ze mną poszła do ogrodu.

Usiedliśmy sobie naprzeciw szklanego stolika, na którym były małe ciasteczka, oraz dzbanek ciepłej herbaty.
Zacząłem odpowiadać Liz na pytania, czekając cierpliwie, bym i ja mógł w końcu zadać ważne pytanie. Doradzić się.

-Jak ma na imię twoja wybranka?-zapytała.

-Ma na imię Diana, jest pielęgniarką i pomogła mi kiedy miałem ten nieszczęsny wypadek.

-Biedak. A Ryan jest jej dzieckiem czy Waszym?

-Em... Jej, ale ja sam się czuje jak ojciec Ryana. Ale nie chcę o tym teraz rozmawiać, bo to niezbyt przyjemna sprawa.

-Rozumiem. No dobrze, o co chciałeś się mnie zapytać?

Wziąłem głęboki oddech a Elizabeth parsknęła śmiechem.

-Mike? Czy przypadkiem nie chodzi o te sprawy?

Przeczuwałem co chce powiedzieć, zaprotestowałem.
-Nie! Nie o to! Ty masz już wprawę w sprawach małżeństwa, prawda? Chodzi o to że ja...

-Mike, czy Ty chcesz się jej oświadczyć?- na jej twarzy pojawiło się wielkie zaskoczenie

-Tak! Chcę byś mi doradziła gdzie, co i jak. Proszę...

-No panie Michaelu Jacksonie! Lepiej trafić nie mogłeś.
Niech twoja wybranka będzie szczęśliwa oraz i Ty -zaśmiała się i zaczęła mi szczegółowo mówić
co i jak.

Diana:

Randy resztę czasu spędził z Ryanem na zabawie.
Ja siedziałam smutna i czekałam aż wróci mój ukochany. Bałam się strasznie o niego.

Po godzinie usłyszałam głos Michaela za drzwiami. Wszedł i z uśmiechem na twarzy spojrzał
na mnie.
Wstałam prędko i wpadłam mu w ramiona, tuląc się mocno, jakbym nie widziała go z miesiąc.

-Gdzie byłeś? Powiedź!

-Załatwić sprawę i też wstąpiłem do Elizabeth, mojej przyjaciółki.

Spojrzałam na niego zła.

-Ja tu umierałam z tęsknoty a Ty nawet nie zadzwoniłeś! Foch!-odwróciłam się do niego tyłem.

-Kotku... przepraszam. Wynagrodzę Ci za tą tęsknotę... obiecuję. -próbował jakoś złagodzić mój gniew w stosunku do niego.

Po chwili objął mnie i pocałował w szyję, mrucząc cicho jak kot. W tej chwili przyszedł Randy
i widząc nas, wybuchł śmiechem.

-Z czego się śmiejesz?-zapytał po chwili Mike.

-Z Was. Diana tu umierała a teraz jest zła.  Ubaw po pachy. A jak coś mogę zostać z Ryanem.

Michael uśmiechnął się szeroko i pokiwał głową że się zgadza.
Spojrzał na mnie i pocałował w policzek.

-Madame... idziemy się teraz przyszykować bo o 20 gdzieś idziemy.

-Dokąd?-zapytałam, czując jak serce znów mi przyśpiesza.


-Dowiesz się niedługo...







C.D.N.

sobota, 30 sierpnia 2014

Coś dobrego, a może coś złego?

                        Mam dla Was smutną wiadomość!


Otóż... zawieszam tego bloga na dłuższy czas. Myślę że miesiąc, albo dwa.

Zbliża się rok szkolny, a z nim wiele nowych obowiązków. Tym bardziej muszę się przygotować do sprawdzianu szóstoklasisty i dobrze wypaść. Jak każdy człowiek, mam swoje humory, czasem nie mam sił i mam ochotę wszystko rzucić. Czas pokaże, jak wypadnę z tym pisaniem. Jeśli coś pójdzie nie tak, to proszę o Wasze uwagi i rady. 

Pozdrawiam Was serdecznie :)

                 Susie...



poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Część XIX & Część XX

Na początek chcę napisać że ten rozdział jest połączony z następnym rozdziałem.
Dlaczego? A no dlatego, ponieważ  rozdział wydawał mi się baaardzo króciutki... i dodałam następny ;)
Mam nadzieję że się Wam spodoba :D                                                                            
Miłego czytania ; *
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Minęły 7 miesięcy. Czułam się podekscytowana, ponieważ termin porodu zbliżał się nieubłaganie.
Michael także się cieszył i nawet na chwilę nie spuszczał mnie z oka.
Czasem mnie to denerwowało i kazałam mu by zajął się czasem sobą a nie chodził ciągle za mną.
Nie spał czasami całe noce i tylko mnie pilnował. Ale i tak go rozumiałam, chyba sam czuł się troszkę jak tata, który czeka aż przyjdzie na świat jego dziecko.
Och, zapomniałabym Wam powiedzieć że 'Captain Eo' był świetnym filmem.
Puszczano go tylko w Disneylandzie (do dzisiaj). Byłam pod wrażeniem talentu aktorskiego Michaela.
Ale w końcu On miał smykałkę do tego, czyż nie?
Pewnego dnia, stojąc w kuchni i parząc sobie herbatę, poczułam jak ktoś do mnie podchodzi. Przeczuwałam że to Mike i wcale się nie myliłam. Objął mnie ostrożnie i spojrzał zza ramienia co robię.
-Cześć Mike, chcesz coś do picia? -zapytałam, odwracając się w jego stronę by ujrzeć twarz mojego królewicza.
-Nie, nie chcę. Jak się czujesz? Jak dziecko? -cmoknął mnie lekko w policzek i kucnął na wysokości mojego brzucha i przyłożył dłoń.
-Dobrze się czuję. Maluszek strasznie kopie i trochę to boli.
-Pewnie będzie piłkarzem. -odrzekł, śmiejąc się i głaszcząc mój duży brzuszek.
-Albo będzie tancerzem -dodałam.
Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Wstał, cmoknął mnie w policzek i rzekł dumnie.
-Jeżeli będzie tancerzem, to z chęcią go co nieco nauczę.
Pozna parę trików no i nauczy się że tancerz nie może myśleć co ma robić a czuć muzykę. -mówiąc to miał poważną i dumną minę, jakby już wczuwał się w rolę nauczyciela tańca.
-Masz rację, ale czasem trzeba uważać, by nie spaść ze sceny -zaczęłam się cicho śmiać i zrobiłam łyk ciepłej herbaty.
-Och, o to się nie martw. Scena jest na tyle duża, że się nie powinno spaść.
Przynajmniej ja tak uważam.
-Wiem, wiem geniuszu.
Po paru minutach poczułam mocny skurcz w brzuchu. Trzymałam się ledwo blatu szafki i wreszcie coś powiedziałam.
-Mike... to chyba już.
-Co?! Teraz?! Nie ruszaj się! Zaraz wrócę.
Wybiegł pędem z domu i wrócił niecałą chwilę później. Pomógł mi wyjść z domu i wsiąść do auta.
Jechał z niesamowitą prędkością, a ja próbowałam jakoś nie krzyczeć z bólu.
Nawet nie wiedziałam kiedy a już leżałam na sali porodowej.
Mike trzymał mnie za rękę i podtrzymywał  na duchu.
-Będzie dobrze Diano, uwierz mi. -zaczął się uśmiechać a po chwili stracił uśmiech z twarzy- Czy... czy to krew?
Nie wiem co się stało dalej, ale chyba zemdlał. Kiedy się obudziłam, widziałam jak Mike trzyma na rękach małe zawiniątko i lekko kołysając, spojrzał na mnie i uśmiechnął się szeroko.
-Obudziłaś się... to dobrze. Zobacz kto jest z nami. -podał mi ostrożnie na ręce i moim oczom ukazał się śpiący chłopczyk.
-Boże... jaki On piękny. Mały Ryan -z moich oczu leciały łzy... oczywiście łzy szczęścia.
-Ryan? Myślałem że inaczej go nazwiesz.
Zaśmiałam się cicho i spojrzałam na Mika, który jeszcze miał mokrą od wody koszulę, którą został oblany, kiedy zemdlał.
-Będzie miał na imię Ryan . Podsunąłeś mi wtedy pomysł. Dziękuję.
Dotknęłam lekko jego ciepłą dłoń i uśmiechnęłam się szeroko. Po chwili weszła pielęgniarka i zabrała ostrożnie Ryana by móc go zbadać. Było mi lekko smutno, ale rozumiałam ją.
W końcu czasem też musiałam tak robić, kiedy jakaś kobieta urodziła w moim szpitalu dziecko.
-Jak się czujesz?
-Dobrze. Dziękuję że pytasz.
Zauważyłam na twarzy Michaela lekki smutek, chwyciłam jego dłoń i zapytałam z troską w głosie.
-Co się dzieje? Mike...
-Chciałbym być dobrym tatą -westchnął i spuścił głowę.
-Będziesz. Ja to wiem że będziesz dobrym, troskliwym tatą. Przypomnij sobie jak na twoich rękach usnął TJ. Poradziłeś sobie perfekcyjnie.
Zauważyłam na jego twarzy uśmiech. Brakowało mu pewności siebie.
Po za tym uwielbiał jak ktoś go chwali.
-Tak, ale to było z twoją pomocą. Dziękuję że mi pomogłaś.
Pocałował mnie ostrożnie w policzek. Po chwili usnęłam zmęczona porodem. Mike siedział cały czas przy mnie i uśmiechając się od czasu do czasu, głaskał moją dłoń.
Od tego czasu, moje życie nabrało kolorów...


                                            CZĘŚĆ XX
Minęło kilka dni, szczęśliwa wyszłam ze szpitala razem ze swoim małym synkiem oraz z Michaelem.
Nie ominęło się od paparazzi a także fanów, którzy krzyczeli jego imię.
Kiedy w końcu udało nam się szczęśliwie wejść do auta, Ryan zaczął płakać.
-Pewnie go fani obudzili, mogę go wziąć na ręce i ululać? -zapytał Mike, wyciągając ręce bym  mogła mu podać.
Oczywiście się zgodziłam i podałam mu ostrożnie synka. Auto powoli ruszyło, a Mike zaczął kołysać maluszka, śpiewając cichą kołysankę. Wpatrywałam się w niego, oparta o rękę i z przymkniętymi oczami, wsłuchiwałam się w jego piękny głos. Ryan, który także słuchał kołysanki, przestawał płakać i zaczynał zasypiać. Kiedy w końcu dojechaliśmy pod dom Mika, zobaczyliśmy że też ktoś przyjechał.
Otworzyliśmy ostrożnie drzwi i ujrzeliśmy... rodzeństwo Michaela i jego mamę, Katherine.
Przywitali nas wesoło. Ojca Michaela, Josepha nie było, na co Mike odetchnął z ulgą.
-Jak się czujecie? -podeszła do nas Janet i pocałowała ostrożnie Michaela w policzek, spojrzała na mnie, przytuliła i zerknęła na śpiącego Ryana, zasłoniając usta dłonią z zachwytu, po czym dodała-
O mój boże... jaki słodki chłopczyk. Jak ma na imię?
- Ma na imię Ryan... proszę Cię Janet, nie płacz mi tutaj, dobrze? -powiedział pośpiesznie Mike.
-Dobrze, nie będę płakać, ale... czy mogę go wziąć na ręce? Prooszę...-zrobiła błagalną minkę.
Zgodziłam się, a Mike podał jej synka.
Po chwili całe rodzeństwo Michaela zgromadziło się, by ujrzeć Ryana.
Kiedy Oni wpatrywali się w mojego synka, podeszła do mnie Pani Jackson i spoglądając na mnie, uśmiechnęła się miło.
-Witaj Diano, miło mi Cię poznać. Jak się czujesz?
-Dzień Dobry, już lepiej. -uśmiechnęłam się miło i poprawiłam opadające włosy, by móc lepiej ujrzeć twarz Pani Katherine.
-Mamo, jestem zaskoczony że jesteś tutaj z rodzeństwem, ale czy coś się stało? Nie spodziewałem się że przyjdziecie. -rzekł Mike, widząc na moich policzkach rumieńce z nieśmiałości.
-Wiem synku, ale jak usłyszeliśmy w telewizji że jesteś w szpitalu i że Diana urodziła dziecko... musieliśmy przyjechać. Tym bardziej słyszałam od Randy'iego że jesteście już dawno razem.
No tak. Randy walczył o mnie z Michaelem, ale przegrał i pewnie zaczął opowiadać jakieś bzdury, chociaż teraz to już prawda.
-Wiem Mamo, zapomniałem Ci o tym powiedzieć. Przepraszam... -spuścił lekko głowę ze wstydu.
-Nic się nie stało. Ważnie że już jesteście, zdrowi i szczęśliwi. Teraz pójdę i zobaczę małego Ryana,
o ile Janet nie zjadła go wzrokiem -powiedziała żartem i podeszła do Janet by ujrzeć Ryana.
Chwilkę później poczułam jak ktoś mnie lekko szturcha, odwróciłam się i ujrzałam nieco smutnego Randy'iego.
-Witaj Diano, jak się masz? Gratuluję syna -uśmiechnął się i przytulił mnie, po czym się odsunął, kiedy Mike spojrzał na niego zazdrośnie.
-Dobrze. Jakoś leci. -zaśmiałam się i żeby się nie smucił, poczochrałam mu lekko włosy.
Mike był zazdrosny i objął mnie od tyłu, kładząc głowę na moim ramieniu, po czym cicho zaczął wydawać dźwięki jak mały piesek, gdy czegoś chce.
-A mnie to nie poczochrasz? To nie fair...
Odwróciłam się lekko i pokiwałam przecząco głową. Zaśmiałam się, widząc oburzoną minę Mika i poszłam do kuchni zrobić coś dla gości. Słyszałam jak ktoś za mną biegnie.
Był to nikt inny jak mój zazdrośnik.
 Nie wpuścił mnie do kuchni i zrobił złą minę.
-Co to miało znaczyć? Proszę o wyjaśnienia...
Skrzyżowałam ręce na piersi i z czystym sumieniem odpowiedziałam mu na pytanie.
-Wiesz że nie lubię jak ktoś się smuci, więc zrobiłam to by Randy się w końcu uśmiechnął.
Teraz poproszę o wpuszczenie mnie do pomieszczenia. A tak poza tym, nie wiedziałam że jesteś zazdrosny.
W końcu mnie puścił i z niedowierzaniem odparł:
-Ja zazdrosny? Chyba się mylisz -zaśmiał się a po chwili spoważniał, kiedy spojrzałam mu w oczy-
Dobra, jestem zazdrosny, lepiej? -westchnął ciężko.
- Lepiej być nie może -pocałowałam go w usta namiętnie i w nos- Głuptas, wiesz że Ciebie kocham.
Teraz może pomożesz mi z tymi talerzykami i w ogóle?
Zaczęłam rozkładać talerzyki i filiżanki, a Mike stał zarumieniony i próbował mi pomóc.
Wtedy przyszedł Tito i aż zagwizdał.
-A co Ty taki różowy? Co wyście tu robili? Daj mi te talerzyki bo się wywalisz z nimi na schodach. -pokiwał lekko głową i z cichym śmiechem wziął od Michaela talerze i poszedł do salonu.
Kiedy w końcu Mike był wolny objął mnie lekko i westchnął zauroczony.
-Nie wiem co się ze mną dzieje, ale to pewnie twoja sprawka.
-A jakże, królewiczu -objęłam go za szyję i oboje zatraciliśmy się w słodkim, długim pocałunku.
Minęło z jakieś 5 minut, aż usłyszeliśmy ciche szepty i śmiech.
Oderwałam się w końcu od słodkich ust Mika, by ujrzeć kto tak szepcze. Janet, La Toya i Jackie wpatrywali się w nas i kiedy zauważyli że już się nie całujemy, udawali że oglądają obrazy, znajdujące się w kuchni i na małym korytarzu w którym się znajdowała. Wybuchliśmy głośnym śmiechem z Mikem i w końcu poszliśmy do salonu, by porozmawiać. Oboje zarumienieni po uszy usiedliśmy na kanapie, a reszta Jacksonów śmiała się pod nosem.
W czasie naszych rozmów, Ryan raz się  obudził i płakał, ale to z powodu pory karmienia.
Wyszłam z nim do małego pokoju obok i usiadłam z nim na bujanym fotelu.
Kiedy w końcu mały był najedzony, zasnął z powrotem, trzymając mnie za paluszek.
Wpatrywałam się w niego i zamyśliłam się dłuższą chwilę.
Całe moje życie stało się tak jakby bardziej kolorowe niż szare.
Mimo tego czułam się że nie poradzę sobie. Nie wiedziałam jaka będzie przyszłość pomiędzy mną a Michaelem.
Nie chodziło mi o to, że był gwiazdą wszechczasów, o jego pieniądze.
Dla mnie to było nic nie warte. Nie kochałam jego sławę a jego samego.
Chodziło mi o naszą miłość, która dopiero co się zaczęła. Mike był szczęśliwy, kiedy Ryan się urodził.
Czuł się jak jego biologiczny ojciec.
Kiedy tak myślałam, nie czułam jak upływa czas. Trzymałam Ryana na rękach i bujałam się lekko. Usłyszałam głos Janet.
-Słodko mały śpi, prawda?-zapytała, podchodząc do mnie.
-Tak, chcesz go potrzymać na ręce?-zaśmiałam się cicho, bo wiedziałam że Janet uwielbiała trzymać maluszki na rękach.
Pokiwała twierdząco głową i ostrożnie wzięła Ryana na ręce i usiadła na kanapie.
Śmiałyśmy się cicho i rozmawiałyśmy co nie co.
Minęła godzina a Mike wszedł do pokoju i pokiwał głową.
-My się tu główkujemy gdzie jesteście, a Wy tu siedzicie cały czas.
Chodź Diana, odprowadzimy wszystkich bo już jest dość późna pora, a mama i rodzeństwo już chcą wracać.
Wstałam z fotela a Janet zapytała pośpiesznie.
-A mogę dziś u Was nocować? Proszę. Ryan mnie zaczarował i... no wiecie.
-Tak wiemy. Okey, zostaniesz u nas -zaśmiał się Mike i spojrzał na mnie.
Wyszliśmy ich odprowadzić do auta. Nie obyło się od słodkich całusów w policzki i przytulasów.
 Kiedy odjechali, wróciliśmy do domu nieco zmęczeni całym dniem. Janet też była najwyraźniej zmęczona bo usnęła na kanapie,
a Ryan leżał w swojej kołysce i także spał. Przykryliśmy Janet i zgasiliśmy światło.
 Po godzinie sprzątania i szykowania się spać, mogliśmy w spokoju położyć się do łóżka.
Kołyska Ryana była obok naszego łóżka, by w razie czego mieć szybszy dostęp, gdyby mały płakał.
Usnęłam wtulona w Michaela a Morfeusz szybko zabrał mnie do swojej krainy....







poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Część XVIII

Witam Was :) 
Miałam mieć wolne. I to bardzo długie, ale jednak pomyślałam że lepiej jak coś napiszę.
Z góry, chcę przeprosić Moją Ukochaną Przyjaciółkę, Olę, która mnie wspiera i o dziwo nie zwariowała ze mną.
Dzięki Ci Kochana za wszystko <3 

Dobra, czas leci... miłej lekturki ;)

P.S Puście sobie jakąś miłą piosenkę Michaela, czy kogo tam słuchacie. :) 



Minęło kilka godzin. Obudziłam się na kolanach Michaela. Byłam przykryta kocem do pasa, a Mike głaskał mnie lekko po plecach. Chyba czytał książkę, bo słyszałam jak coś przekartkowuje. Musiała być śmieszna, bo zaczął cicho się śmiać. Odwróciłam się nieco i dotknęłam jego dłoni, która teraz leżała na moim brzuchu. Spojrzał na mnie zza książki i uśmiechnął się szeroko.

-Obudziłem Cię? -zapytał, zamykając książkę i kładząc ją na stolik.
-Skądże. Nie obudziłeś mnie.
-Miło Ci się spało? Wygodnie było?
-Tak, bardzo. Jesteś miękki jak poduszeczka -zaśmiałam się i spoglądając na niego, zrobiło mi się głupio że tak się wcześniej zachowałam- Przepraszam Cię Michael za wszystko, nie powinnam...- nie dokończyłam, ponieważ przyłożył mi palec do ust i pokiwał lekko głową.
-Nie przepraszaj mnie. Nie masz za co przepraszać. Nie martw się ciążą. Pomogę Ci we wszystkim, tylko musisz mi powiedzieć w czym, dobrze?
Uśmiechnęłam się lekko do niego i wzięłam jego dłoń, zaczęłam się nią bawić. Sama nie wiedziałam czemu to robię, ale przyznam że nawet to mnie cieszyło, ponieważ usłyszałam cichy śmiech. Po jakimś czasie przyłożyłam jego dłoń do swojego brzucha.
-Michael... mam pytanie. Gdybyś został ojcem, to jakie byś wybrał imię dla swojego dziecka?
Poczułam jak lekko głaszcze mój brzuch, po czym odpowiadając na pytanie, uśmiechnął się szeroko.
-Hmm... gdyby był to chłopczyk, nazwałbym go Ryan, a gdyby dziewczynka... Diana.
-Przyznam, że masz gust do imion. Bo wiesz... niedawno miałam straszny sen. Śniło mi się że w czasie porodu, zmarłam... i chcę abyś wiedział że... -mówiąc to, trzymałam jego dłoń, a łzy leciały mi z oczu- Abyś wiedział że gdyby coś się złego stało, opiekę nad moim dzieckiem daję Tobie. Nie chcę by trafiło do domu dziecka, bo wiesz sam że Alex długo nie wyjdzie z więzienia...
Widziałam na jego twarzy smutek a zarazem zaskoczenie. Nachylił się lekko i pocałował mnie w policzek, mówiąc do mnie cicho, ale słodko.
-Diana, nic się takiego nie stanie. Nie umrzesz... Obiecuję że pomogę Ci. Nie chcę abyś została sama z tym wszystkim. Pomożemy sobie nawzajem. Ty i ja... Obiecuję -po jego policzku spłynęła malutka łza.
Spoglądając mu w oczy, czułam się dziwnie. Z naszych oczu płynęły malutkie łzy... byłam bezsilna i smutna że i On się smuci. Objęłam lekko go za szyję i pocałowałam go w usta, czując jego łzy na moich policzkach. Nie bronił się, a lekko mnie podniósł. Czułam się w jego objęciach szczęśliwa. Nasz pocałunek trwał dość długo. Był jednak delikatny, słodki i niewinny. Kiedy oderwałam się lekko od jego ciepłych, nieco mokrych od łez ust, nie czułam jako takiego smutku. Przytuliłam go mocno, czując w środku ciepło. Oboje poczuliśmy szczęście, radość rozpierającą od środka.
-Wiesz co Diana? Bałem się, że nigdy nie poznam wspaniałej dziewczyny swojego życia. Jednak się chyba na daremno bałem, bo właśnie ta dziewczyna, którą kocham, siedzi obok i tuli mnie.
Spojrzawszy na niego, na mojej twarzy pojawił się lekki uśmiech.
-Mój Kapitanie... uszczęśliwiłeś właśnie dziewczynę. -pocałowałam go ostrożnie w nosek i spojrzałam mu w jego piękne, czekoladowe oczy.
Spojrzał na mnie i na zegarek, który wskazywał 01:30 w nocy.
-A właśnie, a propo Kapitana... obejrzymy sobie jakiś film czy idziemy spać?
-Myślę że lepiej będzie jak pójdziemy już spać. Jutro pewnie masz jakieś próby...
-Może i masz rację. Rano muszę jechać i znów wcielić się w "Kapitana Eo"
Pogłaskałam go lekko po policzku i wstałam powoli. Spojrzałam na niego.
-To skoro idziemy spać, to ja pójdę do pokoju gościnnego, dobrze?
Już miałam się kierować w stronę pokoju, jak Mike chwycił mnie za dłoń.
-Nie... proszę. Jeżeli chcesz, możesz spać dziś ze mną. Będzie nam raźniej.
Uśmiechnęłam się lekko i poszłam razem z Michaelem do jego pokoju. Weszliśmy i jak zwykle Mike odkrył moje miejsce i czekał aż wejdę by móc mnie przykryć. Prawdziwy z niego dżentelmen, nie ma co...
Kiedy byłam już przykryta i leżałam wygodnie w jego wielkim, miękkim łóżku, Michael wszedł i lekko mnie objął. Położyłam głowę na jego klatce piersiowej i wsłuchując się w rytm jego bicia serca, zasnęłam... Tym razem zakochana i szczęśliwa, przytulona do swojego chłopaka... Wreszcie znalazłam tego, kogo szukałam... Oby jednak ten piękny sen się nigdy nie kończył. O ile był to sen, a może rzeczywistość?



piątek, 15 sierpnia 2014

Część XVII

Minęło parę tygodni. Wróciliśmy już dawno do Los Angeles. Michael i ja rzadko się już spotykaliśmy, ponieważ On grał swoją rolę do filmu, a ja powróciłam do swojej pracy, swojego życia.
Co do pocałunku to już nie doszło. Nie wracaliśmy do tego. Może i dobrze, kto wie...
Pewnego dnia  obudziłam się z bólem brzucha, miałam mdłości... cóż... miałam tak od paru dni. Myślałam że to problem z żołądkiem, ale potem zdawało mi się, że to co innego . Na szczęście w sobotę miałam wolne. Wyszłam rankiem do mojej 'przyjaciółki' która pracowała jako ginekolog. Rzadko kiedy się widziałyśmy, ponieważ zawsze pracowała w innych porach niż ja.
Zrobiła mi parę badań, aż w końcu moje podejrzenia się sprawdziły, co bardzo mnie zasmuciło.
-Jesteś w ciąży, gratuluję. To już 8 tydzień. Kto jest ojcem?
Spojrzałam na Klarę smutna. Miałam ochotę się popłakać. Już w ciąży? Ja mam dopiero 23 lat. Nie jestem gotowa na dzieci! Szok dla mnie był wielki, bałam się że sobie nie poradzę.
-Zostałam zgwałcona przez Alexa, więc to On jest ojcem.
Kiedy wymawiałam imię "Alex" zawsze przechodziły mi przez ciało dreszcze obrzydzenia i strachu.
 Klara spojrzała na mnie ze smutkiem.
-Przykro mi... mam nadzieję że sobie poradzisz. Podobno Michael jest Twoim przyjacielem, więc może On Ci pomoże?
-Nie powiem mu tego. Dam radę, nie chcę aby miał przeze mnie jakieś kłopoty, tym bardziej ze strony brukowców. Dzięki Klara, przeczuwałam że coś może być.-uśmiechnęłam się lekko do niej, mimo iż wewnątrz czułam sie dziwnie. Nie chciałam mieć dzieci z kimś, kto mnie zgwałcił, a z kimś kogo kocham. Wzięłam wyniki badań i wróciłam do domu. Siedziałam na kanapie jak jakiś manekin i myślałam. Miałam ochotę zadzwonić do Michaela, ale z drugiej strony nie chciałam mu przeszkadzać. On przecież miał swoje sprawy. Bardzo sie cieszył że będzie występował w filmie dla dzieci. Przez ostatnie dni w Paryżu mówił tylko o tym.
W końcu wpadłam na pomysł, że go odwiedzę, zobaczę jak to wygląda. Mike mnie zapewniał, że gdyby coś sie złego stało, mam go odwiedzić w każdej chwili. Potrzebowałam go bardzo mocno, ale bałam się że ktoś powie że go wykorzystuję. Po długiej chwili namysłu, ubrałam czarną kurtkę i wyszłam z domu.  Kierowałam się w stronę studia filmowego, w którym kręcili film. Po 45 minutach byłam już przy bramie. Stał tam ochroniarz Olivier, ten sam co przerwał mi i Michaelowi dość miłą atmosferę. Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się lekko.
-Cześć Olivier. Jak się masz?
-Cześć Diana, o jak dobrze że jesteś, bo Michael ciągle kazał mi tu stać i czekać   na Ciebie aż przyjdziesz.
Zaśmiałam się. Poklepałam go lekko po ramieniu.
-Spocznij żołnierzu, już masz wolne.
Oboje zaśmialiśmy się i weszliśmy do studia. Na nieszczęście (dla mnie, ponieważ mogłam się szybciej spotkać z Michaelem -,-) kręcili akurat jakąś scenę. Olivier zaprowadził mnie do sali, w której kręcili.
Zauważyłam Michaela, który próbuje się obronić przed dwoma pomocnikami czarownicy, którzy wywijali gumowymi batami. Kiedy mnie zobaczył, uśmiechnął się i chciał złapać baty, ale niestety jeden z nich uderzył go w głowę. Wszyscy zebrani tam (w tym ja) wydali dźwięk w stylu "auć". Reżyser podbiegł do niego i zapytał się czy jest wszystko w porządku. Po jakimś czasie Mike siedział na krześle i przykładał sobie lód do głowy. Podeszłam do niego.
-Witaj Kapitanie Biedaku. Jak się masz?
-Cześć, dobrze. Boże jak ja się cieszę że jesteś. - mówiąc to wstał i mocno mnie przytulił.
-Ja też się cieszę. -spojrzałam na niego i po chwili zapytałam- Jesteś dzisiaj wolny wieczorem?
Spojrzał na mnie zaskoczony a po chwili powiedział z uśmiechem.
-Tak, myślę że tak, a co?
-Może gdzieś się wieczorem spotkamy? Dawno się nie widzieliśmy.
Przytulił mnie do siebie i cmoknął w policzek.
-Jasne. Może po kręceniu, pojedziesz ze mną do domu?...
-Okey, nie ma sprawy.
Spojrzeliśmy sobie w oczy, a po chwili usłyszeliśmy dźwięk, informujący że przerwa się skończyła.
-Leć już i uratuj królewnę, kapitanie. -mówiąc to, poprawiłam lekko mu włosy, a On zaczął się śmiać.
-Dobrze, dobrze... a potem idziemy do domu.
Michael wrócił do gry, a ja wpatrywałam się w niego i czasem wszyscy wybuchaliśmy śmiechem, jeśli coś się nie udawało bo np. kask komuś spadł, albo ktoś się poślizgnął a zaraz za nim reszta ludzi. Nagrywania trwały dość długo. Skończyły się dopiero o 18:30. Po skończeniu i pożegnaniu się ze wszystkimi, Michael i ja wyszliśmy ze studia w eskorcie ochroniarzy. Wsiedliśmy do auta i na polecenie Michaela, pojechaliśmy do jego domu. Weszliśmy i zaczęłam się rozglądać czy coś się zmieniło, od ostatniego czasu jak tu byłam. Niestety nie. (śmiech)
-Usiądź sobie. Nie bój się, kanapa nie gryzie.
Zaśmiałam się i usiadłam wygodnie, a Michael przyniósł nam coś do picia i do jedzenia. Usiadł mi na przeciw i uśmiechnął się szeroko.
-Opowiadaj co u Ciebie, jak się miewasz?
-Nawet dobrze. -uśmiechnęłam się lekko do niego, ukrywając że tak naprawdę oszukuję.
Właśnie, kogo ja oszukuję? Jego czy siebie? Było okropnie! Miałam ochotę się zabić po tym co usłyszałam od ginekologiczki... masakra! Ale obiecałam że nie zrobię tego. Nie po tym co zaczęło się powoli układać...
Michael spojrzał na mnie, i przykucnął obok. Poprawił mi opadające włosy i powiedział, miękkim, słodkim głosem.
-Coś mi tutaj nie mówisz prawdy... co się stało? Powiedź mi...
Spojrzałam w jego oczy i miałam ochotę się rozpłakać. Spuściłam głowę i zakryłam twarz dłońmi.
-Dzisiaj dowiedziałam się że... jestem w ciąży.- mówiąc to, łzy same cisnęły mi się do oczu.
Zapadła cisza... Michael nic nie mówił, a ja zaczęłam po cichu szlochać. Po chwili usiadł obok mnie i przytulił mnie.
-Powinnaś się cieszyć, Diano... dasz radę. Wierzę w Ciebie.
Spojrzałam na niego i wtuliłam się w niego jak w misia. Było mi smutno i nie chciałam aby była to prawda. Bałam się jak będą wyglądać reszta miesięcy, nie mówiąc o pierwszych tygodniach mojego dziecka.
-No już... cichutko... nie płacz. -próbował mnie uspokoić a ja nadal płakałam jak dziecko, mocząc mu koszulkę łzami.
Po jakimś czasie powoli się uspokoiłam, jednak nadal trzymał mnie i tulił do siebie. Słuchałam jego bicie serca i nawet nie wiem kiedy, usnęłam... słysząc najpiękniejszą melodię na świecie... bicie serca mojego najlepszego przyjaciela, Michaela Jacksona...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam Was, ale możliwe że zrobię sobie dłuuugie wolne. Nie wiem czy w ogóle udał mi się ten post. Przepraszam Was. Kocham Was i pozdrawiam <3
            Susie...

niedziela, 27 lipca 2014

Część XVI

Hejka!!!! Tu ja!

Cieszycie się że wróciłam?
Ja też nie... xD.
Dobra, dobra.
Jak widzicie, zmieniłam nazwę :D - My Life Is A Movie :3
 No i zauważyłam coś smutnego... Bardzo smutnego... :'(

MAŁA AKTYWNOŚĆ NA BLOGU!

Kochani, czy znudził Wam się mój blog? Fakt jest że może źle piszę, z błędami. Jeżeli jednak macie mnie dość to ja usunę tego  bloga. W końcu ja to piszę dla Was, no nie? :D

Pytanie, które zapewne kołuje każdego:

-Czy coś się zmieni u Michaela i Diany?

Odp: Zapraszam do czytania :D
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
-Mike, ale za co ten misio?
-Za nic, bardzo Cię lubię. Pomyślałem że może się ucieszysz.
Zauważyłam na twarzy Mika lekki smutek, przytuliłam go mocno.
-Ależ nie musiałeś. Wystarczy że jesteś przy mnie. Pomagasz mi i w ogóle.
-Wiem, ale myślałem...
Pocałowałam go w policzek by się nie zamartwiał.
-Dobrze, już dobrze. Co do misia, jest słodki. Dziękuję-uśmiechnęłam się szczerze, ponieważ rzadko dostawałam misie, szczególnie od przyjaciół.
Z uśmiechem na twarzy, ja i Mike wyszliśmy z Disneylandu. Na szczęście fani nas nie zauważyli.
-Było mi tu bardzo miło, dziękuję za wszystko.
-Cieszę się że Ci miło. Wiesz... kiedy przyjedziemy, będę występował w filmie.
-Naprawdę? Jak będzie się nazywał?
-Captain Eo, będę kapitanem, który ma za zadanie uratować i odczarować księżniczkę z innej planety.
-No pięknie, gratuluję kapitanie!
Zaczęłam się cicho śmiać, widząc Mika w roli kapitana.
-Śmiej się, śmiej. Zobaczymy kto będzie się śmiał ostatni, a teraz zapraszam Cię na mały rejs łódką po jeziorze.
Spojrzałam zaskoczona na niego, myśląc że znowu coś knuje.
-No, dobrze.  A daleko do tego jeziora?
-Nie, to tylko parę mil stąd. W końcu mamy auto, więc...
Spojrzałam na niego lekko smutna. Była dość ładna pogoda, a moglibyśmy równie dobrze się przejść. Trochę ruchu w końcu nie zaszkodzi, no nie?
-Mike, a może się przejdziemy ? Jest ładna pogoda i trochę szkoda, aby tak ją zmarnować.
Spojrzał na mnie i uśmiechnął się szeroko po czym odparł.
-Cóż, to nawet dobry pomysł. Okey, to odwołam kierowcę i zawiadomię ochroniarzy że chcemy się przejść. Poczekaj chwilkę.
Zauważyłam jak Mike wyciąga telefon z kieszeni spodni i zaczyna do kogoś dzwonić. Po 15 minutach oboje szliśmy już wolni od miejskiego zgiełku, fanów i paparazzi. Byliśmy szczęśliwi.
W końcu zauważyłam pustą, czerwoną łódkę. Była przymocowana do przystani. Mike chwycił moją dłoń i oboje szybko pobiegliśmy do niej.  Wszedł pierwszy, po czym wyciągnął dłoń abym i ja mogła to uczynić. Usiadłam bezpiecznie naprzeciw Mika.
-I jak? Zaskoczona?
-Nawet trochę. Ale za co to?
-Za nic, nie mogę się cieszyć z Tobą?-zapytał, śmiejąc się głośno i zdejmując linę cumowniczą.
Nie odpowiedziałam, jednakże zaczęłam się śmiać, widząc jak zaczął się zabierać za wiosła. Po jakimś czasie zaczęliśmy spokojnie płynąć i oglądać jak zachodzi słońce. Było pięknie. Dotknęłam delikatnie dłonią zimną wodę i odrazu przyszedł mi szatański pomysł. Chyba się już domyślacie...
-Michael, nie jest Ci gorąco?-zapytałam, dalej trzymając dłoń w wodzie.
Spojrzał na mnie z dziwną miną pt: Czy Ty coś brałaś, że pytasz się czy jest mi gorąco?.
-Nie, nie jest mi gorąco, a czemu pytasz?
-Szkoda, bo wiesz... mnie troszkę jest.
Zaśmiałam się i zaczęłam go chlapać wodą. On puścił wiosła i zaczął się zakrywać, krzycząc i próbując się jakoś oddalić.
-Przestań Diana... proszę... ja nie chcę być mokr...
Usłyszałam wielk plusk! Wpadł do wody. Spojrzałam na niego i zaczęłam się jak głupia śmiać, widząc jego naburmuszoną minę.
-Z czego się tak chichrasz?
- Z Ciebie, ciamajdo.
-Ciamajda, powiadasz? No to zobaczymy, Smerfetko.
Mike chwycił moją dłoń i pociągnął mnie do wody. O mały włos a i łódka by się przewróciła.
Spojrzałam na niego zła, chciałam się jakoś zemścić, ale nie umiałam. On zaczął się tak słodko uśmiechać, że myślałam że zemdleję...
-Cicho Diana... to tylko facet, on Cię nie przyciąga!-myślałam i próbowałam nie patrzeć na jego piękne oczy i uśmieszek. Po chwili poczułam jak mnie obejmuje, spojrzał mi w oczy.
-Złość Cię już ominęła, co?-powiedział tak słodkim, męskim głosem, jak nigdy dotąd.
-Tak... i się nie cieszę. Mam ochotę Cię udusić, wiesz?
-Za co? Odpłaciłem się za chlapanie. A tak poza tym, skoro jesteśmy już w wodzie to może popływamy?
Spojrzałam na niego. Chce teraz pływać, po tym jak mnie wciągnął do wody? De facto to ja zaczęłam, no, ale żeby On oddawał? Mogłam się domyślić.
-W porządku- uśmiechnęłam się i zaczęłam pływać w około, a on za mną. Chlapaliśmy się od czasu do czasu. Po jakimś czasie weszliśmy do łódki i odpłynęliśmy do przystani, a potem biegiem do hotelu. W końcu byliśmy już przy pokojach. Jak zwykle nie mogłam wejść tak normalnie do pokoju. Mike stał przy mnie i uśmiechał się, czekając na miłe słówko.
-Dzięki Mike za wszystko, to był cudowny wieczór, jak zawsze zresztą.
-Wiem, ja także Ci dziękuję.-spojrzał na mnie i lekko się przybliżył, po czym dodał- Wiesz, jesteś moją najlepszą przyjaciółką. Wspieramy się nawzajem. Dziękuję że jesteś, ale...-przerwał i poczułam jak delikatnie mnie obejmuje.
Oho, coś się dzieje. Jest jakieś 'ale' na dodatek, jego serce mocno przyśpieszyło. W końcu nie tylko jego... moje także! Przeczuwałam co może się stać, moje nogi zrobiły się tak jakby z galarety. Gdyby Michael mnie nie trzymał, opadłabym chyba. Nasz wzrok się spotkał, oddech nieco przyśpieszył, bicie serca także. Nasze usta były już blisko, coraz bliżej aż...
-Hej Mike, dzwonił do mnie Jimmy, chciał coś z Tobą pogadać.
Odskoczyliśmy nieco od siebie, zarumienieni aż po uszy. W duszy byłam wściekła na Oliviera, nowego ochroniarza Michaela, który dopiero co się uczył. Było tak blisko, pocałowałabym się z chłopakiem w którym się na zabój zakochałam! Widziałam jak ręce Michaela zaczęły drżeć, mimo powagi i rumieńców na jego twarzy.
-Zaraz do niego pójdę, dasz mi chwilę? Chcę coś pogadać z Dianą.
Olivier nie odpuścił, po chwili spojrzał na mnie i znów na Michaela.
-To podobno pilne, nie zgadza mu się auto czy coś. A tak poza tym dziś wtorek, 21:00... zawsze we wtorki są nasze zebrania.
Spojrzałam na Michaela, który był już nieco zdenerwowany. Pocałowałam go lekko w policzek.
-Dziękuję Mike za wszystko, miłego zebrania i Dobranoc.
Uśmiechnęłam się do niego i otworzyłam drzwi. Po chwili zamknęłam je i chciało mi się płakać. Czemu? Bo uległam pokusowi, bałam się zawsze związku. Pamiętałam traumę jeszcze z gimnazjum, jak zostałam wystawiona na próbę. Od tego czasu, nie mam zaufania do mężczyzn, poza jednym.
Migiem poszłam się umyć, przebrać i położyć do łóżka. Płakałam do poduszki tak długo, aż zasnęłam...